piątek, 26 lipca 2013

Cztery żony, czyli królewski kłopot

Przywykliśmy sądzić, że w nieszczęsnych, dyktowanych przez wielką politykę królewskich małżeństwach cierpiały tylko kobiety. Wydawane siłą za starych satyrów i chutliwych sinobrodych, szły do małżeńskich łożnic niczym na ofiarny stos. Jako przykład z miejsca pojawia się Henryk VIII Tudor i jego nieprzeciętna kreatywność w skracaniu życia niechcianym małżonkom. Ale nie oszukujmy się. W drugą stronę to także działało. Bo skąd pomysł, że wszystkie te aranżowane ożenki były dla mężczyzn bułką z masłem? Oni też z tego powodu cierpieli i siwieli, a najlepszym dowodem nasz dobry król Jagiełło.

Trzeba przyznać, że twórca dynastii Jagiellonów nie miał szczęścia do żon - pisze Andrzej Zieliński w wydanej właśnie książce "Skandaliści w koronach", której sporą część zajmują perypetie Jagiełły i jego czterech królowych. Faktycznie, nie miał szczęścia, ale jak miał mieć, skoro tylko jedną żonę sam sobie wybrał? Jak tak się przyglądam alkowianym przygodom Jagiełły, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym przypadku to litewski książę znalazł się w roli typowej dla królewskich narzeczonych. A już na pewno ten pierwszy raz, kiedy po zawarciu unii polsko-litewskiej pojawił się w Krakowie. 

Królowa Jadwiga na osiemnastowiecznym portrecie
Marcello Bacciarellego
Polacy nie szukali przecież króla, tylko małżonka dla króla, bo ten szczęśliwie już od dwóch lat mieszkał na Wawelu. Królem Polski była Jadwiga, jedna z najznakomitszych dam ówczesnego cywilizowanego świata, córka węgierskiego królestwa Andegawenów, perły średniowiecznej Europy. A on co, biedaczek? On był jej dokładnym przeciwieństwem. Księciem ostatniego w Europie pogańskiego kraju, dzikiego, barbarzyńskiego i prymitywnego, jak opowiadano. Fakt, że kraj był piękny i wielki (trzy razy większy niż królestwo polskie!), ale w rankingu prestiżowych państw - gdyby takie wtedy robiono - wlókłby się w ogonie, na szarym końcu. Jagiełło wiedział, że już najwyższy czas przyjąć chrzest i podpiąć swoją Litwę do "europejskiej wspólnoty chrześcijańskich królestw" (tak, tak, to była taka średniowieczna Unia Europejska) i propozycja Polski spadła mu jak gwiazdka z nieba. Ze swoją kulturą i pozycją w Europie nasz kraj imponował Jagielle, a on sam był dumny, że Polacy chcą go mieć na tronie. Na którym jednakowoż siedziała już uwielbiana przez swoich poddanych Jadwiga. Złożona z samych zalet. Mądra, dobra, piękna, pobożna. I dwunastoletnia.

Młodziutka Jadwiga chce dać nogę z Wawelu do Wilhelma,
jej opiekun, Dymitr z Goraja, próbuje ją powstrzymać.
Tak to widział Matejko
Wszyscy wychowaliśmy się na opowieściach o tym niedobranym związku. O ślicznej dziewczynie, która żeby chrzcić dzikich Litwinów wyrzekła się osobistego szczęścia. I zamiast młodziutkiego kuzynka Wilhelma Habsburga, do którego rwało się jej serce, zgodziła się wziąć za męża barbarzyńcę, w dodatku dwadzieścia lat z okładem starszego. Tak o tej historii myślimy, prawda? Wspominając sławną anegdotę z poselstwem Zawiszy z Oleśnicy, którego Jadwiga wysłała na przeszpiegi na Litwę w strachu, że jej pogański narzeczony wywija kudłatym ogonem i stuka kopytkami (naprawdę myślała, że jest kosmaty jak niedźwiedź!). Poseł się spisał, obejrzał księcia w łaźni i po powrocie uspokajał: "Książę Jagiełło jest wzrostu średniego, szczupłej postawy, budowę ciała ma składną i przystojną, wejrzenie wesołe, twarz ściągłą, bynajmniej nieszpetną, obyczaje poważne i książęcej godności odpowiednie". Dwunastolatka poczuła się trochę pewniej, ale w tym małżeństwie szczęścia nie oczekiwała, czemu zresztą wcale się nie dziwimy. Doceniamy, rozumiemy, współczujemy...

Ejże, dlaczego tylko jej? Według mnie Jagiełło co najmniej tak samo zasługuje na współczucie. Kiedy pojawił się w Krakowie był prawdopodobnie mężczyzną po trzydziestce (ile dokładnie miał lat - nie wiadomo, co historyk to inne zdanie). Podobno na widok pięknej nastolatki oniemiał z zachwytu, jak zapisał Jan Długosz, ale jakoś nie jestem pewna, czy z zachwytu. Mógł zaniemówić widząc, że będzie musiał wziąć do łóżka dziecko. Mógł też oniemieć z bardziej prozaicznej przyczyny, a mianowicie z braku znajomości języków. Wykształcona Jadwiga mówiła po grecku i po łacinie, którą posługiwano się na europejskich dworach, szybko też uczyła się polskiego. A Jagiełło umiał tylko po litewsku i trochę po rusku. Nawet nie mógł pogadać z narzeczoną. Musiał za to pójść z nią do łóżka natychmiast po akcie zaślubin, bo nieskonsumowane małżeństwo byłoby nieważne. Zrobił to, dlatego że musiał. Ale dalsze dzieje ich związku pokazują, że nie spieszył się z powtórką, cierpliwie i taktownie czekając aż młodziutka żona dorośnie. Jadwiga zaszła w ciążę dopiero dwanaście lat później, wszystko więc odbyło się według naszych, a nie średniowiecznych standardów.

Jadwiga na dziewiętnastowiecznym obrazie
Józefa Simmlera  (fragment)
Sypianie z mężem, jak przeczytamy w każdej opowieści o Jadwidze, było dla niej przykrym obowiązkiem. I znów wtłacza się nam do łepetyn, że to oczywista oczywistość. Bo czym taki Jagiełło mógł skusić kobietę? Niemłody, niepiękny, nie obeznany ani w księgach (niepiśmienny!), ani w dworskim życiu... Nic dziwnego, że młoda pani fukała na swego spowiednika, ilekroć ten zalecał jej częściej odwiedzać męża w łożnicy. Uznajemy za to za pewnik, że Jagiełło, gdyby mógł, wcale by z tej łożnicy nie wychodził. Ale mnie się wydaje, że niekoniecznie. Przywiózł przecież do Krakowa te swoje obyczaje, z powodu których nazywali go dzikusem. Oni, ale nie my. Styl życia króla, dla jego współczesnych dziwaczny, przypomina wypisz wymaluj ten, jaki dziś promują ekolodzy. Jagiełło był eko! W ramach rozrywki chodził na długie spacery po lasach zamiast zamroczony trunkiem leżeć pod stołem, pijał tylko źródlaną wodę, no i codziennie brał kąpiel. A Jadwiga... cóż... pod pięknymi sukniami nosiła kaleczącą ciało włosiennicę, a w czasie licznych postów katowała się umartwieniami, z których najbardziej popularnym była rezygnacja z mycia. Całkowita. Oj, coś mi się wydaje, że dla króla-czyściocha sypianie z żoną też mogło być przykrym obowiązkiem...

Tym niemniej trwał dzielnie na posterunku, a Jadwigę zmarłą po porodzie (na gorączkę popołogową, znów ten brak higieny!) szczerze opłakiwał. Następną żonę miała mu rzekomo wybrać... sama Jadwiga. Ponoć przed śmiercią wskazała na Annę Cylejską, rodzoną wnuczkę Kazimierza Wielkiego. Z politycznego punktu widzenia był to niezły pomysł, bo poślubienie piastowskiej księżniczki pomogłoby Jagielle wzmocnić się w roli polskiego króla. Ale na tym koniec dobrych wiadomości. 
Anna Cylejska i Jagiełło - ta szesnastowieczna grafika jest jedynym wizerunkiem królowej 
Drugie małżeństwo króla okazało się pomyłką. Powinien był trochę pomyśleć, zanim pozwolił, by mu ściągnęli dziewczynę na Wawel. Miała 19 lat, strasznie dużo jak na czasy, w których dwunastolatkę uznawano za pełnoletnią. A skoro dobrnęła do tego wieku, ani chybi nie było na nią chętnych.
Jagielle też się nie spodobała. Przyjechała bezbarwna panna, nieatrakcyjna do tego stopnia, że król pieklił się na swatów, że sprowadzili mu taką brzydką żonę. Ale zrobił co kazali. Odwlekał ślub tak długo, jak się dało, jednak w końcu, po ośmiu miesiącach, pojął Annę za żonę. I męczył się z nią przez kolejne trzynaście lat, unikając na wszystkie sposoby. Miał chyba z tego powodu wyrzuty sumienia, co pokazuje jego wyjątkowo łagodny stosunek do niewierności, z której zasłynęła królowa. Bo opuszczona przez męża Anna brała sobie kochanków. Tak przynajmniej plotkowano, choć trochę dziwi, że tych kochanków miała na fury, skoro taka z niej była brzydula. 
Tak czy inaczej najbardziej wyrazistą informacją, jaka o niej przetrwała, jest smakowita anegdota o zawaleniu się podłogi w jej sypialni. Długosz (który Jagiełły nie lubił i takich smaczków nie przegapiał) wywiódł z tej katastrofy jednoznaczny wniosek, że był to skutek namiętnego cudzołożenia królowej. Jagiełło na absztyfikantów żony rzekomo się pieklił, jednego zapakował nawet na trzy lata do zamkowej wieży, ale skandal dziwnie szybko ucichł i rozgrzewał głównie plotkarzy. Być może nie było w tym ani ziarna prawdy, a jeśli nawet, to uciekający przed żoną król wydawał się rozumieć jej samotność.
Anna zresztą szybko wybawiła wszystkich od kłopotów ze swoją niesforną osobą, umierając na jakąś bliżej nieznaną chorobę w wieku zaledwie lat 35. Zostawiła Jagielle córeczkę, ale królestwo czekało przecież na małego króla. Wielmożowie z miejsca zaczęli więc przegląd wolnych księżniczek, ale zanim zdążyli się uwinąć, dostali prztyczka w nos. Król się zakochał.

Elżbieta Granowska na obrazie z końca XVIII wieku
Lepiej późno niż wcale, chciałoby się powiedzieć, ale trochę mu to czasu zabrało, prawda? Dobijał już siedemdziesiątki. Pomyślał sobie pewnie, że ma prawo choć jeden raz w życiu posłuchać serca i wybrać sobie kobietę, jakiej pragnie on, a nie państwo. Partnerkę, a nie kolejne dziecko. Uczucia ulokował świetnie - także dziś ten związek uznalibyśmy za dobrany. Gdy stanęli przed ołtarzem z Elżbietą Granowską, on miał 67 lat, ona 47. On był wdowcem, ona też pochowała już trzech mężów i była wdową z czwórką dzieci. W młodości słynęła z wielkiej urody i nadal była piękna. Do tego inteligentna, pełna czaru i najwyraźniej zafascynowana Jagiełłą tak samo, jak on nią. Czy to nie piękne, że pobrali się z miłości?
Gdy to piszę, już czuję, jak nasi kronikarze przewracają się w grobach. Słyszę, jak Długosz wrzeszczy mi nad uchem: "Nie sromał się król tak dostojny brać za żonę kobietę suchotami wyniszczoną i swoją poddankę, wdowę po trzech mężach, zwiędłą i podstarzałą, a stanem i pochodzeniem bynajmniej sobie nierówną. I zdrowie przy ciągłym powodzeniu czerstwe i kwitnące wątlić pożądliwością ku jednej niewieście"?! Marcin Bielski też się wyzłośliwia: "Królowi nie wiedzieć z czego się podobała, iż ją pojął, bo była już stara i wyschła od suchot"! 
Małżeństwo powszechnie uznano za mezalians i niesłychany wprost skandal, a ponieważ Jagiełło zagroził abdykacją, gdyby zmuszono go do oddalenia żony (brawo królu!), ograniczano się do drwin i złośliwości. Najgorsze - i to już nie jest zabawne - że szyderstwa nie ustały nawet po śmierci królowej. Gdy po czterech latach Jagiełło ją stracił, rozpaczał tylko on. A inni... Ech, aż trudno uwierzyć, że mogło to tak wyglądać. Długosz zanotował: "większa nierównie była radość na pogrzebie królowej niżeli na jej koronacji". I dodawał, że "wszyscy przytomni, tak duchowni, jak i świeccy, objawiali radość niezwykłą, wszyscy w świąteczne szaty przybrani, śmiali się i cieszyli w czasie pogrzebu". Właśnie od tych odrażających wiwatów po śmierci Elżbiety zaczyna się nakręcony w 1988 r. serial "Królewskie sny":

Co miał robić król Jagiełło z poddanymi, którzy wiwatowali na pogrzebie jego ukochanej? Którzy nawet parę lat małżeńskiego szczęścia mieli mu za złe tylko dlatego, że ułożył je podług własnych, a nie ich pragnień? Którzy znów mu przypominali, że czas nagli, on się starzeje, a dziedzica korony jak nie było, tak nie ma? Machnął ręką i pozwolił im ożenić się po raz czwarty.

Sonka Holszańska,
wizerunek szesnastowieczny 
Dalej wszystko pobiegło wedle klasycznych wzorów królewskich swatów. Zaczęto szukać młodej i zdrowej księżniczki (a jakże!), wspierając się jakąś bajdą, że stary mężczyzna i młodziutka dziewczyna mają szanse na liczne potomstwo. (W pewnym momencie węgierskiemu królowi Zygmuntowi Luksemburskiemu zaświtało w głowie, by wydać za Jagiełłę swą jedenastoletnią córkę, na szczęście się opamiętał). Wybrano siedemnastolatkę, litewską księżniczkę Sonkę Holszańską. W sumie też dziecko, ale na tyle już dojrzałe, by przykre małżeństwo z siedemdziesięciolatkiem dziewczyna mogła sobie dosłodzić myślą o splendorach, jakie na nią spłyną, gdy zostanie polską królową.
Nie było tak źle. Średniowieczna bajda o płodnym związku starca i nastolatki znalazła zaskakujące potwierdzenie. Sonka zaczęła rodzić synów, kraj się cieszył z królewiczów i tak jak wcześniej sarkał na Elżbietę, tak teraz wynosił pod niebiosa urodę i przymioty Sonki. Przez jakiś czas. Już my tam w Polsce dobrze wiemy, że nikt nie jest doskonały. 
Tuż przed narodzinami trzeciego syna wybuchła sprawa niewierności królowej. Skoro jest młoda, ładna i lubi dworskie życie, to ani chybi zdradza starego króla. Czy aby urodzi jego dziecko? Afera się rozkręcała, plotkowano już o niej w całej Europie, podejrzewani o romanse z królową dworzanie pierzchali z kraju, a ona sama składała uroczyste przysięgi oczyszczające, zaprzeczając pomówieniom.

Jagiełło w plastycznym opisie Długosza:
"Oczy miał czarne i małe, które nigdy nie
pozostawały bez ruchu, ale były ciągle jakoś
rozbiegane i kręciły się w swych oczodołach.
Uszy miał duże, głos tubalny i szybki,
sylwetkę gładką i zręczną, a szyję długą"
Nie wiem, czy Jagiełło w zdradę Sonki uwierzył czy nie. Był już zaprawiony w takich bojach, nie pierwszy to raz plotkowano, ze żonka przyprawia mu rogi. Na pewno całą sprawę wziął sobie do serca głębiej niż historię z Anną, bo teraz kwestionowano jego ojcostwo, a chodziło o następców tronu. Historycy wspominają, że od tego czasu stosunki króla i królowej mocno ochłodły, ale przecież nigdy nie były gorące. Plotki o zdradach Sonki też po części wzięły się stąd, że Jagiełło zawsze miał coś ważniejszego do roboty niż zabawianie żony na Wawelu, gdzie często zostawiał ją samą. Od królowej oczekiwał jedynie następcy tronu, nic więcej. Hałaśliwa wawelska seksafera umarła jednak w końcu śmiercią naturalną, bo królewicze rośli i tylko ślepy by nie zauważył, że noszą rysy króla. Kronikarze podkreślali, że zwłaszcza ten trzeci, najmłodszy, jest "we wszystkim ojcu Jagiełłowi podobny". 

No i świetnie. Ten trzeci, najmłodszy, Kazimierz Jagiellończyk, zostanie wielkim królem, dziś uznawanym za najwybitniejszego władcę w historii Polski i jednego z największych w Europie. On w przeciwieństwie do ojca znajdzie sobie żonę, którą pokocha i z którą szczęśliwie przeżyje całe życie (choć historia na początku też będzie dramatyczna, tutaj ją znajdziecie). Jego ojciec podobnego szczęścia w miłości nie miał i nazywany jest dziś "wiernym mężem niewiernych żon". Coś w tym jest. Tylko jednej z nich, Elżbiety Granowskiej, nigdy nie oskarżono o zdradę, nieważne, serca czy ciała. Ale też tej jednej nie pozwolono mu kochać.

38 komentarzy:

  1. Mężczyźni w nieudanych związkach byli górą, mogli zdradzać swoje żony. Kobiety nie. Mężczyźni posiadali pieniądze, kobiety nie mogły ich nawet dziedziczyć. Zawsze ktoś kierował kobietą - ojciec, mąż syn. Dlatego współczujemy im bardziej.Pozdrawiam Kajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale w przypadku małżeństw Jagiełły było akurat odwrotnie. To one zdradzały jego...

      Usuń
    2. To odosobniony przypadek i dlatego lubię Jagiełłę. Porządne chłopisko!

      Usuń
    3. "Mężczyźni posiadali pieniądze, kobiety nie mogły ich nawet dziedziczyć"
      Nie przesadzasz trochę?
      Majka

      Usuń
    4. Więcej praw do dysponowania swoim majątkiem miały kobiety w starożytnym Rzymie niż w świecie chrześcijańskim. Wprowadzenie sztucznego mleka, które spowodowało,że kobiety mogły iść do pracy pozwolił im na posiadanie własnych pieniędzy.Co do dziedziczenia, to mężatka nawet jeżeli miała zapisany testamentem majątek dysponował nim wyłącznie mąż.
      Kajka

      Usuń
    5. Chyba jednak w Polce było trochę lepiej pod tym względem: www.newsweek.pl/wydania/1208/polka-bardzo-rozwiedziona,61067,1,1
      Majka

      Usuń
    6. Ale w tym artykule jest mowa tylko o arystokratkach. Możni tego świata zawsze mieli przywileje. Pozdrawiam :)

      Usuń
    7. Zgadzam się z Panią Kajką w kwestii dziedziczenia. Co prawda zdarzały się wyjątki, ale z reguły kobiety nie mogły dziedziczyć. W historii Polski znany jest przynajmniej jeden głośny przypadek kobiety, której ogromny spadek, który odziedziczyła po ojcu, przyniósł jedynie nieszczęście i cierpienie. Mowa tu oczywiście o słynnej Elżbiecie "Halszce" z Ostroga. Gdyby nie była jedyną dziedziczką tak ogromnej fortuny, nie wplątano by jej w intrygi polityczne i matrymonialne, co skończyło się uwięzieniem w słynnej baszcie Halszki w Szamotułach. Może Pani Andromeda zajmie się bliżej postacią tej ciekawej i nieszczęśliwej kobiety, która weszła na trwałe do legend ludowych :) (oczywiście niczego nie narzucam). Przepraszam za odejście od tematu, ale dyskusja o dziedziczeniu przez kobiety wywołała to skojarzenie :)

      Usuń
    8. O Halszce myślę juz od dłuższego czasu, ale to temat tak ogromny, że "musi sie uleżeć". Jest tak wielka literatura na jej temat (nawet w dzieciństwie czytałam jakąś powieść o czarnej księżniczce z Ostroga), że niełatwo znaleźć własny pomysł na taką historię. Ale się przyłożę!

      Usuń
    9. Pani Andromedo, niezależnie od tego, jakiego tematu się Pani nie podejmie, to zawsze wychodzi coś oszałamiającego :) Czytając Pani blog sam coraz bardziej wciągam się w historię kobiet. Ostatnio zainteresowałem się osobą księżnej Doroty de Dino de Talleyrand-Perigord, żony bratanka sławnego ministra Talleyranda, a także powiernicy i przyjaciółki tego ostatniego (być może nawet było między nimi coś więcej), dziedziczki księstwa żagańskiego, mającej rozlegle majątki w obecnym woj, lubuskim i pochowanej w Żaganiu. Znała większość koronowanych głów w Europie ponapoleońskiej, a także czołowych przedstawicieli kultury i sztuki ówczesnej Europy. Jak zbiorę materiały, to pomyślę o publikacji w Biuletynie Towarzystwa Przyjaciół Nauk Historycznych. :) Potrafi Pani naprawdę inspirować :) Pozdrawiam!

      Usuń
    10. O, będę czekać na Pana tekst, bo o księżnej żagańskiej wiem niewiele, a warto więcej. Musiała być niezwyczajną kobietą - zawsze mnie zastanawiało, jak ona mogła tyle lat wytrzymać z tym diabłem Talleyrandem... :)

      Usuń
    11. Z dziedziczeniem kobiet nie było wcale tak źle w dawnej Polsce.

      Usuń
  2. Andromedo, mówił Ci ktoś, że wymyśliłaś coś całkiem nowego? Czytam te Twoje posty i mam wrażenie, że powieść czytam, a nie kawałki prawdziwej historii. W szkole historii nienawidziłam, a u Ciebie uwielbiam. Jagiełło, Skirgiełło, skąd Ci się to wzięłło? (To a propos ostatniego posta, Boya i Zielonego Balonika). Dzięki!!!||
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączę się do tych pochwał, bo to jest rzeczywiście jeden z najlepszych blogów o historii. Gawędziarski styl opowiadania to największy atut. Zawsze w historii ciekawiły mnie postacie nie te z cokołu, ale te przyziemne, z wadami, no któż ich nie ma? Nieważne król, królowa, czy szary śmiertelnik.

      Usuń
  3. Malo co zmienilo sie w kwestiach milosci...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, jest wieczna jak trawa
      Pozdrawiam i cieszę się, że wciąz tu zaglądasz!

      Usuń
  4. Bardzo wyczekuję na Twoje nowe posty i jak się doczekam to dostaję coś bardzo dobrego. Taką historię lubię! :) Szkoda, że w liceum nie miałam takiej nauczycielki. Może bym poszła na historię zamiast na psychologię.

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście zawsze darzyłam Jagiełłę wielką sympatią. fantastycznie napisałaś te historię. Wielkie dzięki. Dostarczyłaś mi wspaniałej rozrywki i wiedzy zarazem.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam. Trafiłem tu przypadkowo, szukając informacji n.t. sukienek damskich z lat 1860-1890 (mam rodzinne zdjęcie z tego okresu), ale chyba bedę częściej zaglądał.
    Jedna z moich pra ... prababek (teraz jest bohaterką postu: http://foto-anzai.blogspot.com/) w sytuacjach krytycznych dla stosunków damsko-męskich mawiała, że: "serce to nie du.a i okiełznać się nie da". I z reguły potem szła za głosem serca, co stawało się przyczyną wielu dramatów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo wszystkim dziękuję. Warto pisać, gdy się dostaje takie opinie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mają lekko kobiety od ponad 2 tyś. lat, nie mają... Czy kiedyś to się skończy, łącznie z panowaniem monarchii na świecie?? Kiedy czytam takie historie, z jednej strony współczuję tym paniom, z drugiej narasta we mnie gniew. Gniew na to, że kobieta od tysięcy lat postrzegana jest wyłącznie jako materiał rozpłodowy, że ujmuje się jej intelektu, płaci mniej za tę samą pracę, którą wykonuje mężczyzna, że obarcza winą za to, że społeczeństwa Europy wymierają, chociaż nikt nie stara się zapewnić rodzinom godziwy poziom życia, ba, można by długo wymieniać. I sama monarchia. Są tacy którzy wychwalają ją pod niebiosa (tzn. królów z przeszłych wieków... ale i dzisiaj jest pełno głupców, którzy zachwycają się książątkami), ale nie pamiętają, w jaki sposób jeden lub drugi dochodził do władzy, jak się rządził i jakie panowały na dworach zwyczaje. Weźmy np. takich Tudorów...

    Poplątany ten mój komentarz, ale jak zawsze przeczytałam twój tekst z wielkim zainteresowanie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzisz, wszyscy są zachwyceni, ja też, dlatego pisz kolejne notki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę pisać, wybaczcie tylko, że trochę rzadziej, bo im więcej Was, tym czuję większą odpowiedzialność za słowo... Dziekuję.

      Usuń
  11. To już kolejny wpis, który burzy moje dotychczasowe spojrzenie na historię. Jagiełło zawsze był w naszym kraju poważany, ale żeby myśleć o nim, jako o idealnym mężu i czułym mężczyźnie szukającym szczęścia w miłości? Dziękuję za tę fantastyczną notkę i poszerzenie horyzontów. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co za fantastyczna historia! A wydawać by się mogło, że o Jagielle wiemy już wszystko. Pisz częsciej, pliz, bo jeden post w miesiącu to za mało. Tyle kobiet czeka na Twoje świetne pióro

    OdpowiedzUsuń
  13. Andromedo! Po raz kolejny powalasz na kolana ! :) Czekam na Twoje posty jak dziecko na Mikołaja ! Poruszyłaś tym razem temat , który uwielbiam. JAGIELLONOWIE !!! To jest to !!! Pozdrawiam ciepło ! S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, muszę w takim razie mocno się sprężyć! Pamiętam, jak czekałam na Mikołaja!
      Serdecznie dziękuję

      Usuń
    2. Rzeczywiście w liceum nie było nauczycielki takiej jak Ty, która wykłada historię w ciekawy i niebanalny sposób. Czekam z niecierpliwością na kolejne posty. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  14. Dziewczyno. To jest najlepszy blog EVER. Też lubię historię, ale uważam że moi nauczyciele i podręczniki kompletnie nie radzą sobie z opowiadaniem, błagam wydaj książkę! *.*
    Niesamowicie opowiadasz ( zwłaszcza o Dickensie) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow,dzięki! Uskrzydlają mnie takie Czytelniczki!

      Usuń
    2. Naprawdę zachwycony tą miłą dyskusja i jej - niespotykanym w internecie - poziomem, chciałbym tylko zaznaczyć Pani Andromedo, że Talleyrand był zupełnie fenomenalnym facetem, a nie żadnym diabłem (tutaj dociera do mnie raczej Pani dla niego podziw), prowadzącym życie światowe, a takze nieźle imprezowe (zwłaszcza, a może właśnie jak na biskupa) i nic dziwnego, że Dino wolała jego towarzystwo (może nawet w każdych "okolicznościach" (?) od towarzystwa jego bezbarwnego bratanka. Jeszcze raz pozdrawiam. Montmartczyk

      Usuń
    3. Ma Pan absolutnie rację - to określenie to wyraz fascynacji „kulawym diabłem”. A moje utyskiwania, ”jak ona mogła z nim wytrzymać”, to tylko przejaw małej hipokryzji. Bo trochę wstyd się przyznać, że ta fascynacja w równym stopniu bierze się z podziwu, co i zgorszenia. I pewno dlatego jest taka wielka :)

      Usuń
  15. Niedawno odkryłam twój blog i jestem pod ogromnym wrażeniem twoich tekstów... Uwielbiam je czytać i dowiadywać się czegoś nowego. Zwłaszcza jeśli chodzi o historię i sztukę. Wspaniale jest wiedzieć, że nie tylko mężczyźni tworzyli historię... Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. "tak, tak, to była taka średniowieczna Unia Europejska" niby co?

    OdpowiedzUsuń